Serdecznie witam wszystkich, w dzień szczególny, w dzień kiedy wszyscy sięgając głęboko pamięcią przekraczają granice świętego gaju dzieciństwa. Jest to dzień oczekiwań, dzień prezentów dawanych i oczekiwanych, dzień owego cudownego niepokoju, kiedy marzenia w swoim wysokim ptasim locie zdają się gubić pióra i zdarza się w tym szczególnym dniu niektórzy chwytają je w ręce, dotykając na moment przedmiotu ze świata, w którym szybować możemy jedynie poprzez nasze, jakże niekiedy śmiałe oczekiwania. Dla nas, mnie i Piotra dzień ten ma jeszcze jeden wymiar, albowiem w tym dniu nasze Mamy zechciały nas urodzić, darowując sobie prezent przyznaję, szczególny, nam zaś ofiarowały ten najcenniejszy i jedyny - po prostu nasze życie. Tak, dzisiaj są nasze urodziny. Wybaczcie Państwo tą nieco sentymentalno-osobistą nutę, wszakże nie użyłem jej bez specjalnego powodu. Otóż dla mnie... ciągle pojawia się pytanie: na ile w galeriach jesteśmy świadkami urodzin? Ale... Dziś są Piotra urodziny... Byłby doprawdy szczęśliwy, gdyby ta wystawa, druga już na Podbrzeziu pomogła mu w poszukiwaniach i rozterkach od jakich wolnym być nie może żaden artysta. Ażeby stała się dla niego tym czym powinna być, miejscem akceptacji jego sztuki przez bodaj jednego sprawiedliwego. Jest on doprawdy artystą niepokojącym. Pokazujemy dzisiaj państwu obrazy, dalekie od strony technologicznej, od tego do czego malarstwo przez wieki nas przyzwyczaiło. Oglądacie państwo szereg obiektów, zamalowanych tektur i marnych papierów. Podłoże jest liche, farba też nie najlepsza. Artysta operuje bardzo wąską paletą, najbardziej rozjarzony chromatycznie obraz, pejzaż z galopującymi końmi, jest doprawdy namalowany trzema, może czterema farbami. Dlaczego autor skazuje swoja prace na fizyczną zagładę? Degradacja tych obrazów jest kwestią czasu, i to czasu niezbyt długiego. Jargusz, sądzę całkiem świadomie wchodzi w rolę rzeźbiarza lodu.
Z całą świadomością fizycznej ulotności jego obrazów, z ogromną pasją i miłością dokonuje swoistej transfuzji swoich uczuć i wiedzy, w te marne kawałki przypadkowo jakby znajdowanej materii. Jego żądza zapisywania »swojego światła« nie dba o trwałość zapisów, które czyni.
Niewątpliwie jego śmiałość jest najwyższej próby. Jest to wyzwanie rzucone materii, niezwykle intensywne zaprzeczenie fizycznemu przemijaniu.
Pozostaje nam powtórzyć za japońskim poetą: »Dopóki słońce nie wzejdzie wyżej, cieszmy oczy lodowatym kształtem«. Myślę, że w prezentowanych obrazach jest jeszcze jedna bardziej troskliwie ukryta emocja. Jest to sprzeciw przeciwko tandecie, standaryzacji i powtarzalności. Przeciwko trwałej nijakości w tysiącach egzemplarzy. Jargusz zaiste z dużą przewrotnością ze zwierzęcym wprost instynktem zaznacza granicę swojego świata. Uporczywie nadaje »swój zapach« niemalże wszystkiemu co wpadnie w jego ręce. Jednocześnie ten kruchy, jarguszowy świat to świat niezwykłej malarskiej urody.”
Krzysztof Jeżowski,m Galeria Podbrzezie 6.XII.1993
Jargusz zaiste z dużą przewrotnością, ze zwierzęcym wprost instynktem zaznacza granice swojego świata. Uporczywie nadaje "swój zapach" niemalże wszystkiemu, co wpadnie w jego ręce. Słowa te napisał Krzysztof Jeżowski. Charakteryzują one, z przenikliwą wręcz trafnością, temperament malarski i całą dotychczasową twórczość tego artysty.
Żywiołowy, nieokiełznany żadnymi zasadami technologicznymi czy formalnymi sposób malowania, ta iście masowa produkcja artystyczna, budzi niekiedy w pierwszym kontakcie odruch niechęci i sprzeciwu. Jest to raczej zamienianie wszystkiego, czego ten malarz dotknie, w obraz. Jego temperament malarski nie podlega wpływom, jest niesterowalny... Piotr Jargusz chce być w swym malowaniu niestandardowy i niekonwencjonalny, chce drażnić i prowokować. Nie jest to jednak dla niego, jakby się z pozoru mogło wydawać, celem samym w sobie. Czuje zapach i smak malowania, chłonie malarstwo i wyraża się poprzez nie całym swoim jestestwem, egzystencjonalnie...
Zapisuje lub zamalowuje to, co ma pod ręką: kawałki tektury, blachy lub drewna. Tak buduje autonomiczny gmach własnej poetyki malowanej, podobnie jak pisanej... Maluje wszystkim, czym da się malować i na wszystkim, co doraźnie farbę toleruje. Te strzępy materiałów, podniesione nieomal przez malarza ze śmietnika, ledwie przez niego dotknięte, przeistaczają się w jakieś ni to archaiczne totemy, ni to znaki magiczne... Niczego nie stylizuje, on zachowuje się jak' paleolityczny myśliwy, który odreagowuje po wyczerpującej walce o byt z żywiołami, zapisując swe przeżycia w formie spontanicznych malowideł. Zanotował: Obraz potrzebny do życia, do myślenia, ślad trwania. Instynkt tego malarza pcha go do utrwalania najprostszych, biologicznych wręcz przeżyć egzystencjalnych, które traktuje jak substytut swojej sztuki malarskiej.
- - Maluje szybko i dużo... Stawia znak równości pomiędzy malarstwem a życiem.,. Radość życia i fizyczna, zmysłowa przyjemność malowania, pomogła z pewnością ustrzec się temu malarzowi przed "modą na dzikich" z jednej strony i tanią programowością z drugiej, trendom, które tak mocno zdominowały scenę wydarzeń artystycznych lat 80. i 90,.. Jego twórcza żywiołowość dominuje nad literacką refleksyjnością i zanim malarz zdąży nam opowiedzieć jakąś historyjkę, zamienia się ona w jego dłoniach w fakturę i farbę, która wyraża już tylko to, co słowami i pojęciami wypowiedzieć niepodobna... Owa wewnętrzna potrzeba konkretyzacji, zaznaczania, zrobienia dzieła materialnego, sprawia, że nie porzucił także malowania dla instalacji, czy performens... balansuje często pomiędzy skrajnościami, pomiędzy niedbałą brzydotą a wyrafinowanym estetyzmem... Ściana jest zbyt konkurencyjna w stosunku do zawartości obrazu? Tym gorzej dla ściany! - odpowiada na to malarz. I ostatecznie okazuje się, że ta pewność siebie ma sens...
Zapewne malarstwo Piotra Jargusza trudno byłoby zaliczyć do kontynuacji informelu... Wspólne z informelem są zasady filozoficzne w poszukiwani u wyrazu artystycznego... Tego rodzaj u pryncypia wykraczają poza ramy określonego kierunku w sztuce. Są raczej charakterystyczne dla pewnego typu wrażliwości, która skłania artystę do ustawicznej ucieczki przed określonością i dosłownością, podsycając wciąż tęsknotę za wyrażaniem nieskończoności.
prof. Lucjan Orzech
„Przy ul. Dolnych Młynów 7 w Krakowie Jerzy Feiner otworzył galerię i pokazał w niej prace Piotra Jargusza. Dobre.”
Czysta energia, Paweł Tarnaczewski, 2.VII.1996
„Ślady wspomnień, malarz nakłada na nieregularne kształty grubych tektur, na niewielki kartki papieru. Układa serie jak wydobyty z ziemi naszyjnik sprzed wieków.
Jest element ekspresji, powaga, smutek. Jargusz inwentaryzuje pieczęcią abstrakcji, krajobraz, dom, ścieżkę pod lasem, własny niepokój.”
Kwiecista skóra świata, Barbara Wróblewska-Bogoon, 8.II.1995
„Nikt przytomny nie nazwałby Jargusza specjalistą od obrazków wesołych. Maluje obrazy dobre. Szuka znaków jakimi można opowiedzieć chwilę i bezmiar czasu, świat obiektywny i własny kosmos.”
„Bez względu na naszą zgodę lub brak zgody na ten świat w obrazach – on jest.”
Obrazy Piotra Jargusza, Jolanta Antecka, 12.II.1997
Ostatnie cykle prac wprowadzane jakby z szarej materii ziemi i białego światła posiadają w swej malarskiej warstwie zarówno refleksyjność i siłe przeżycia natury, jak i spontaniczność artystycznej kreacji. Oglądając większą ilość tych prac dostrzega się naturalność wynikania rozwiązań formalnych poszczególnych tematów w obrazach, rysunkach i formach przestrzennych. Doznaje się przy tym dość szczególnego wrażenia wynikającego z naturalnej zupełnie akceptacji przez autora dokonujących się pewnych destrukcji kruchej materii obrazów. Tak, jakby ów proces niszczenia się powierzchni malarskiej był wpisany w artystyczny program Piotra Jargusza.
Coraz rzadziej jako podkład używane jest płótno. Obecnie Piotr Jargusz woli »żywą«, wyginającą się płaszczyznę lichej tektury; łamliwy, kruchy papier; niewymyślne technologie – polimery, akryle, często farby drukarskie. Pozwala to jednak Jarguszowi osiągnąć w tym swoistym opracowaniu powierzchni obrazu, struktury malarskie o wielkiej urodzie wizualnej i bogactwie znaczeń.”
prof. Stanisław R. Kortyka, 4.V.1994
„Poznajemy malarza czującego i uważnego. Jego refleksje wypływają z wewnętrznego napięcia, z jego afirmacji życia i ciekawości świata. Poprzez obserwację siebie i przeżywanie świata otwiera się na tajemnicę.”
Dziennik podróży, Leszek Misiak, 1.VIII.1994
„Maluje z rozmachem i namiętną zapalczywością olbrzymie, kilometrowe kompozycje i miniaturowe płótna. Abstrakcyjne rozwiązania o bardzo realnej proweniencji. Nie tyle aluzję do postaci, co zobaczenie tych tematów w ich biologicznej niemal wizualnej nieścisłości. Nie było w tych obrazach opowiadania o naturze lecz doznawania malarskiej natury.
Zawierają monumentalizm i pewną właściwą sobie magię.”
Piotr Jargusz czyli radość malowania, prof. Lucjan Orzech, 28.IV.1994
„Jargusz dał wiele dowodów, że mimo iż skupiony na sobie i nieustępliwy
w swoich poglądach – szanuje innych.”
prof. Irena Popiołek-Rodzińska, 13.XI.1999
„Obrazy Piotra u niego w domu wisiały i stały wszędzie, nawet na korytarzu. Ogromne obrazy wydały mi się dość brzydkie, choć intrygowały.”
Marta Wołek-Bury, 4.III.1997
„Reprezentuje typ artysty zadowolonego. Mam żonę i dwie córki. Zafascynowany jestem obyczajowością i kulturą starej Polski. Wyznaję kult prywatności, domowej magii i przodków”.
Piotr Jargusz 27. X. 2000
Pamiętam Piotra Jargusza kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych rozpoczął pracę w Instytucie Sztuki krakowskiej Akademii Pedagogicznej przy ulicy Mazowieckiej 43.
Gdy we współpracującym ze sobą zespole pojawia się ktoś nowy, młodszy - starsi koledzy akceptując przybysza - tak naprawdę niezbyt zauważają "nowicjusza".
Tymczasem Jargusz swoim sposobem bycia, układnością i grzecznością, ale i szczególną ekspresją spowodował, że nie można było go nie zauważyć. Miły i uśmiechnięty był w istocie nieskory do wynurzeń.
Uprzejmość i otwartość, zauważalna ruchliwość - nie oznaczała więc, że wśród nas pojawił się żywiołowy wesołek.
Takim właśnie go zapamiętałam.
Zaskoczył i zdziwił niektórych kolegów i tym również, że nie czekając aż upłynie wiele lat aby realizować pierwszy etap uczelnianego awansu - pragnął uczynić to prędko.
Ten pośpiech nie miał jednak nic z tak popularnego dzisiaj przeżywania wielu spraw "w biegu".
Jeżeli Piotr Jargusz kojarzy mi się z działaniem energicznym, szybkim - to raczej w uniwersalnym sensie tego słowa. Nie chodzi tu o zabieganie i histeryczną prędkość działania. Rzecz raczej w wewnętrznym rytmie przeżywania, odczuwania i własnej pracy.
Od momentu ukończenia studiów w krakowskiej ASP rozpoczął bardzo intensywną pracę twórczą, wiele wystawia uczestnicząc w wystawach w kraju i za granicą. Równolegle rozpoczyna też pracę nauczycielską.
Dzięki tej energii, pracowitości, ale i dzięki wyrazistej postawie artystycznej Jargusz równie prędko uzyskał drugi stopień awansu akademickiego równoznaczny z habilitacją.
Od dawna obserwuję jego twórczość malarską, rysunki, twórcze realizacje w tradycyjnych i niekonwencjonalnych materiałach.
Jargusz maluje dużo, szybko, nie zwraca uwagi na podobrazie, jakość blejtramów, rodzaj i jakość farb.
Wszystko to jak na razie jest dla malarza nieistotne.
W historii malarstwa Piotr Jargusz nie jest pierwszym, który tak właśnie pracuje.
Nie ulega jednak wątpliwości, że postępowanie to, ten rodzaj ekspresji nie jest wyrazem nonszalancji. To raczej postawa, wewnętrzny imperatyw, który zmusza do myślenia patrzących na prace malarza.
Jargusz lubi pracować cyklami. Wcześniej były to kompozycje abstrakcyjne - tak je przynajmniej odczytywałam. Obecnie -jak sam mi to powiedział - wraca do natury.
Na obrazach widzimy więc najprostsze obiekty: wnętrze kuchni z pólkami i garnkami, jakieś szafy, maszyna do szycia, ale też elementy pejzażu - dom, droga.
Na jednym z obrazów pojawia się też postać siedzącej kobiety, niekiedy malarz dyskretnie zwraca się w stronę motywów religijnych.
Ponieważ maluje bardzo dużo i sądzę, że codziennie - rodzaj i jakość warsztatu, kolor, kompozycja, materia malarska - stają się coraz bardziej zdecydowane i trafne. W tej chwili Jargusz zdaje się być na pograniczu abstrakcji i swego rodzaju ekspresyjnego realizmu.
Można tu powrócić do motywu pośpiechu, czy szybkości w pracy Piotra Jargusza. Gdyby tempo było jedynym celem tej aktywności i jej istotą - obrazy stawały by się coraz płytsze i coraz bardziej powierzchowne. Tak jednak nie jest. Dlatego pojęcie szybkości czy tempa należy tu zastąpić intensywnością procesu twórczego, jego wartkością, co wyraźnie ma swe źródło w osobowości i naturze malarza, w jego żywiołowości i stawianym sobie wymaganiom.
Jak powiedział Piet Mondrian: "...Prawdziwie nowoczesny artysta zdaje sobie sprawę z czynnika abstrakcyjnego w doznaniu piękna, jest świadomy, że doznanie to jest.. uniwersalne."
W moim przekonaniu Jargusz jest twórcą świadomym, ewolucja jego malarstwa wskazuje jednak, że bardziej ufa swej wyobraźni i emocji niż miarom, wagom i teoretycznym formułom o sztuce.
Może właśnie dlatego malarstwa Piotra Jargusza nie sposób łatwo podporządkować jakimkolwiek schematom, czy wskazać wplywy jakim ulega przeżywając dawne czy współczesne malarstwo.
Ekspresjonista Jargusz - w tym co maluje jest również romantykiem.
Sądzę, że bywa samotny, że jest marzycielem jak każdy, kogo można nazwać prawdziwym artystą. Może pobieżnie patrząc na te obrazy nie dostrzeżemy od razu pełnego ich przesłania. Są to bowiem
obrazy, na które trzeba i warto patrzeć długo.
Zobaczymy wtedy ogromną energię budującą obraz, może usłyszymy krzyk farby, która konstruowana duktem pędzla tworzy wyraz i daje silę obrazowi.
Kiedyś Picasso napisał, że: "...malarstwo nie jest po to aby zdobić mieszkania. Jest narzędziem wojny, natarcia i obrony przed wrogiem."
Oczywiście w tym swoistym oświadczeniu i deklaracji jest ślad lewicowych sympatii Picassa i wynikającej z tego naiwności. Obrazy na pewno powinny być w naszych domach. Gorzej z natarciem, obroną przed wrogiem i obroną.
Na pewno jednak w słowach Picassa zawarta jest część prawdy o tym, że o malarstwie nie można mówić deklaratywnie i jednoznacznie, że nie można go podporządkowywać łatwym schematom.
Właśnie dlatego nie dokonuję tu analizy poszczególnych prac Piotra Jargusza. Nie chcę też szufladkować i kwalifikować tej żywej i dynamicznej twórczości. Ważne, że jest ona autentyczna i wynikająca z potrzeby intelektu i serca, a może z nakazu serca i intelektu (kolejność można odwrócić).
Czego można życzyć Piotrowi Jarguszowi patrząc na jego nowe obrazy, pamiętając dawne, myśląc o jego dalszej twórczej drodze?
Może po prostu przypomnieć słowa Zbigniewa Herberta kończące "Przesłanie Pana Cogito":
Mówię więc: "Bądź wierny Idź ".
Kraków listopad 2003 prof. Irena Popiolek
Wydaje się być obojętnym jakich środków wyrazu użyje malarz czy będzie to nasycony kolorem obraz, rysunek czy grafika. Malarz jakby nie zauważał różnic warsztatowych... Gorączkowo wybiera konieczne środki. Mówi szybko. Szybko stara się przekonać czy nawet wymusić uznanie dla jego prawdy. Jargusz nie pozwala na obojętność i w tym jest jego siła.”
prof. Włodzimierz Kunz, 25.XI.1989
Znakomite zgrzebne malowidła na papierze pędzla Piotra Jargusza okazują się dużo trudniejsze dla wielu naszych widzów. Przerastają na ogół tych, który wpadają do galerii w drodze na pierogi. Szkoda. Mroczne zwaliste ludzkie ciała malowane są z pasją i siłą, jakiej można pozazdrościć. Ich bolesna cielesnoć krzyczy, błąka się, szuka. Prace ocierają się o abstrakcje, ale tytuły: "Pieta", "Macierzyństwo", "Mama", "Ja", "Mędrzec", "Chrystus" nie pozwalają nam zapomnieć, że te ziemskie, materialne ciała są nami, ludźmi zadającymi sobie pytania o sens, o cel naszego ziemskiego wygnania, o drogę, o rzeczy których nie sposób wypowiedzieć, ale które są tu nieustannie sugerowane. Jasna plama - kleks nowego życia w mrocznym ziemskimi tajemnicami ciele matki. "Mężczyzna, Kobieta i Drzewo" - on, ona i ono tak podobne, że zlewające się niemal w jedno; a może to Adam i Ewa skazani na wygnanie z dala od blasku Boga? A Bóg sam?
"Chrystus" - naiwna zabawka, ludowy konik na kółkach, na nim Pan wjeżdżający w triumfie do Jerozolimy; wiejska procesja i nasza dziecięca nadzieja na Zmartwychwstanie, na wybaczającą miłość, na coś dalej przy końcu tej drogi, przy której przycupnął też "Mędrzec" w melancholicznej pozie Frasobliwego. Czarne strużki, zacieki lejącego się na papierze lakieru, jak krew z cierniowej korony. Obrazy, jak medytacyjne stacje. Czasem widzisz w nich to wszystko, czasem znów to znika. Ale warto zatrzymać się, patrzeć, szukać. Artysta zaprasza.
Jaka szkoda, że tu w POSK-u spotykam tyle sympatycznych skądinąd i miłych osób, które wobec tych dramatycznych prac pozostają ślepe, którym niedostępne jest wzruszenie, jakie we mnie wywołują. Rozmawiamy. Próbuję coś tłumaczyć. "Za dużo książek się pan naczytał. Pan to chyba poeta? - mówią. - Toż to bohomazy!". Zachwyceni rzeźbami wpisują swoje uwagi w książce. Żegnamy się, Do następnej wystawy.”
Andrzej Maria Borkowski, "Dziennik Polski", Londyn, 19.VIII.2005
Dziesiątki rysunków-obrazów Piotra Jargusza, na szarym, opakunkowym papierze, bez passe-partout i ram, pełnych jest śladów: kropli farb i fałdów powstałych od wilgoci. Zdarzają się nawet odciski butów. Przypadek? Niedopatrzenie? Artystyczny nieład? Jednak determinacja, z jaką artysta zezwala im na zamieszkiwanie w obrębie skończonych już przecież, eksponowanych publicznie prac, nie pozwala na tak proste wnioski. W niektórych lapidarnych kompozycjach z powodzeniem zastępują gęstwinę kresek. Trudno je odróżnić od znaków postawionych pewną ręką rysownika. Są na jedynym, właściwym miejscu. Opowiadają swoją historię o okolicznościach narodzin i długim przebywaniu w pracowni-domu artysty. Podtrzymują proces "dziania się", przeobrażania i dopasowywania się do nowych spojrzeń.
Prace te, widziane bez pośrednictwa galerii, onieśmielają prywatnością. Zaglądanie do spiżarni czy pokoju gościnnego, nawet za przyzwoleniem właściciela, budzi niepokój. Zatem staram się wyobrazić je sobie przyklejone, tak jak zwykle, bezpośrednio do ściany, niepoprawnie powyginane, szeleszczące przy zawieszaniu i w obecności gości wernisażowych. Każdy inny, szczególny, choć należy do jednej rodziny artysty, przypisany domownikom, ich codziennym czynnościom i sprzętom. To przedmioty otoczone czułością obserwacji, przypadkowych spojrzeń, zachwytów nad doskonałością kształtów i długich zapatrzeń w trudną do zdefiniowania istotę rzeczy: drzwiczki do pieca, sukienka, czajnik...
Na wernisażach, małych świętach artysty, bywają zawsze najbliżsi. Najważniejsi. Ale ślady ich obecności w obrazach, dla przypadkowego gościa, nie są oczywiste do odczytania. Czarna, połyskująca, spękana miejscami farba drukarska, przekrwiona czy muśnięta karminową czerwienią, pączkujące wachlarzem szarości impasty, opisują z jednakową precyzją obecność ludzi i przedmiotów. Obok zadomowionych, spotkani w przedpokoju, przypadkiem i poszukiwani setki kilometrów od domu, codziennie od nowa, by wykleić nimi świat wokół.”
Bernadeta Stano, 2006